Alerty RCB w końcu dochodzą, ale teraz ludzie mają ich dość

Alerty RCB wciąż wzbudzają emocje. Obecnie w województwach wschodnich. Najpierw narzekano na to, że komunikaty nie były rozsyłane w momencie zagrożenia, teraz Rządowemu Centrum Bezpieczeństwa zarzuca się, że przesadza z ostrzeżeniami. Rozwiązaniem mają być nowe narzędzia, ale nie zobaczymy ich zbyt prędko.

Maciej Sikorski
1
Udostępnij na fb
Udostępnij na X
Alerty RCB w końcu dochodzą, ale teraz ludzie mają ich dość

Trwają rosyjskie ataki rakietowe i dronowe na cele w Ukrainie. Skutki tych działań widać także po naszej stronie granicy. Część lotnisk jest wyłączana z ruchu, w powietrzu operuje lotnictwo wojskowe, a obywatele otrzymują alerty RCB. Niestety, na te ostatnie ludzie coraz częściej machają ręką. 

Dalsza część tekstu pod wideo

Alert RCB dla województw lubelskiego i podkarpackiego

Rządowe Centrum Bezpieczeństwa rozesłało dzisiaj do osób na terenie woj. lubelskiego i podkarpackiego alert w związku z atakami Rosji na Ukrainę. 

UWAGA! UWAGA! UWAGA! Rosyjski atak powietrzny na terenie Ukrainy. Sytuacja jest monitorowana. W przestrzeni RP operuje polskie lotnictwo. Śledź komunikaty.

Po jakimś czasie użytkownicy telefonów w tych dwóch województwach otrzymali kolejny komunikat. Tym razem informował ich o zakończeniu ataku i braku zagrożenia na terytorium RP. 

RCB spamuje alertami we wschodniej Polsce?

Istotne jest to, że nie był to pierwszy alert w tym tygodniu. Podobna sytuacja miała miejsce 8 września. Komunikat rozesłano wówczas więcej niż raz. Niespokojnie było też w weekend – alerty trafiły do mieszkańców wschodniej Polski w sobotę. 

Niektórych odbiorców te komunikaty już denerwują. Bo pojawiają się w nocy, bo są multiplikowane, bo finalnie okazuje się, że nic się nie wydarzyło. Przynajmniej nie w Polsce. I ponownie da się słyszeć oskarżenia o "spamowanie alertami RCB". Ale czy te zarzuty są słuszne?

Wcześniej ludzi denerwował brak komunikatów 

Przypomnę, że zaledwie kilka tygodni temu RCB zarzucano, iż nie rozsyła komunikatów, gdy pojawia się zagrożenie. Pod koniec lipca mieszkańców Lublina obudziły syreny, ale na ekranie smartfonów próżno było szukać informacji z Rządowego Centrum Bezpieczeństwa. Pracownicy tej instytucji mocno się wówczas pogubili i zaczęli rozsyłać SMS-y z linkiem do Poradnika bezpieczeństwa. A to doprowadziło do kolejnej wpadki, bo padł serwis gov.pl.

Nie powinno zatem dziwić, że teraz RCB dmucha na zimne i rozsyła SMS-y, gdy tylko za naszą wschodnią granicę coś się dzieje na niebie. Problem polega na tym, że w tej przestrzeni powietrznej niespokojnie może być jeszcze długo. I przez kolejne miesiące, może kwartały albo i lata, mieszkańcy będą dostawać alerty. A jeśli ktoś zobaczy je po raz setny, zapewne przestanie zwracać uwagę. A jeśli dojdzie do tragedii, pojawią się pewnie zarzuty, że wszystko było źle zorganizowane, że częste komunikaty uśpiły czujność.

Będą nowe narzędzia. Ale czy będzie spokojniej? 

Jak rozwiązać tę sytuację? Obecnie narracja jest taka, że alerty RCB to kiepskie rozwiązanie. Ale pojawią się nowe, lepsze produkty. Jednym z nich ma być aplikacja SOIA (System Ostrzegania i Alarmowania), nad którą prace mają dobiegać końca. Narzędzie pozwoli sprawniej przekazywać informacje od szczebla centralnego do gminnego. W ciągu kilku miesięcy ma też zostać uruchomiona usługa Cell Broadcast.

System Cell Broadcast nie kieruje wiadomości do określonych numerów, ale wysyła ją do wszystkich aktywnych urządzeń w zasięgu danej stacji bazowej. Użytkownik nie musi mieć włączonych powiadomień, ostrzeżenie da o sobie znać sygnałem dźwiękowym, wibracjami i komunikatem na ekranie. Rozmowy dot. wdrożenia tego rozwiązania są obecnie prowadzone z operatorami sieci komórkowych. Na efekty trzeba będzie jeszcze poczekać kilka miesięcy

Dopóki trwa wojna, alerty nie znikną

Czy nowe narzędzia uporządkują sytuację i powstrzymają krytykę? W jakimś stopniu pewnie tak. Komunikaty powinny docierać do odbiorców we właściwym czasie i miejscu. Wciąż jednak mogą trafiać na telefony często, co będzie irytować część odbiorców. A inną grupę znieczuli. Bo głównym problemem nie jest niedopracowany system, ale wojna za naszą wschodnią granicą…