Ceny przejazdów taksówkami w dół. To efekt kryzysu paliwowego

Kryzys na Bliskim Wschodzie ponownie daje o sobie znać, ceny paliw rosną. Odporny na te zmiany wydaje się być największy importer ropy naftowej na świecie – Chiny. Państwo Środka coraz mocniej stawia m.in. na elektryczne taksówki.

Maciej Sikorski
3
Udostępnij na fb
Udostępnij na X
Ceny przejazdów taksówkami w dół. To efekt kryzysu paliwowego

Jeszcze niedawno mogło się wydawać, że trwający od miesięcy konflikt między Iranem a Izraelem i USA wygasa. Strony wstrzymały wymianę ognia i usiadły do stołu negocjacyjnego. Teraz można odnieść wrażenie, że z porozumienia niewiele wyjdzie, bo przeciwnicy grożą sobie zniszczeniem, a za słowami idą czyny, w tym ataki na infrastrukturę paliwową. Łatwo się domyślić, że prowadzi to do wzrostu cen surowca, bez którego gospodarka nie może funkcjonować. 

Dalsza część tekstu pod wideo

Chiny radzą sobie z niedoborami ropy naftowej

Na początku obecnego kryzysu można było pomyśleć, że najmocniej uderzy on w Chiny, bo ten kraj jest największym importerem ropy naftowej. A większość dostaw realizuje z krajów Zatoki Perskiej. Tymczasem chińska gospodarka nie doznała paraliżu. Częściowo można to tłumaczyć dostawami z innych kierunków (Rosja, Ameryka Łacińska), ale też pokaźnymi rezerwami surowca – Chińczycy przewidzieli, że dostawy mogą zostać wstrzymane i lepiej być na to przygotowanym. 

Z branżowych doniesień wynika, że Sinopec, chiński moloch rafineryjny, nie kupił saudyjskiej ropy drugi miesiąc z rzędu. Wolumen przerobu ropy w Państwie Środka w czerwcu spadł do najniższego poziomu od sześciu lat. Podobno dane dla lipca są jeszcze gorsze. Firmy z sektora rozpoczęły remonty instalacji, by dobrze spożytkować czas chaosu. 

Spowolnienie gospodarki ma swoje plusy

Ktoś powie: no dobrze, Chiny mniej importują i przerabiają. Ale to musi oznaczać, że gospodarka odczuwa niedobory. I tu ciekawostka: nie odczuwa. Przynajmniej na razie. A dzieje się tak dlatego, że na rynku notowane jest spowolnienie. Szczęście w nieszczęściu. Jest jeszcze jedna kwestia i warto na nią rzucić okiem.

Elektryczne taksówki pozwalają przetrwać kryzys 

Swoistym kołem ratunkowym dla chińskiego rynku okazały się taksówki. A konkretnie elektryczne taksówki. Chińczycy mniej korzystają z prywatnych aut, zwłaszcza tych spalinowych, bo ceny paliw poszły do góry. Jeśli już muszą gdzieś udać się samochodem, wybierają taksówkę. Czy to doprowadziło do wzrostu cen usług? Otóż nie – zanotowano spadek o nawet kilkanaście procent na przestrzeni kilku miesięcy. Gdy wzrósł popyt, natychmiast urosła i podaż – w aplikacjach przewozowych przybywa kierowców. Jak już wspomniałem, gospodarka spowolniła, w innych sektorach zapotrzebowanie na pracę spadło, więc ludzie dorabiają, oferując przejazdy

Z danych przedstawionych przez Agencję Reutera wynika, że po chińskich drogach porusza się ponad 1,3 mln taksówek. Ponad połowa z nich jest elektryczna. W dużych miastach ten odsetek jest znacznie wyższy i zbliża się do nawet 100 proc. Wydaje się mało prawdopodobne, by ta zmiana była tymczasowa – elektryfikacja motoryzacji w Chinach będzie się pogłębiać. Oczywiście zwrot ten nie jest pozbawiony minusów. Jednym z nich jest większe zużycie dróg, o czym więcej przeczytacie w tym tekście.

Chińska transformacja sprzyja nam wszystkim

Słabnący import paliw w Chinach przysłużył się też klientom w innych krajach, bo ograniczył wzrost globalnych cen. Może trudno w to uwierzyć, ale mogły być jeszcze wyższe, gdyby Chińczycy nie zredukowali zakupów. Dobrze zatem, że chociaż tam elektryfikacja motoryzacji przebiegła tak, jak wcześniej wieszczono…