Elon Musk buduje potwora. Czegoś takiego świat jeszcze nie widział
Odżyły spekulacje o mariażu dwóch wielkich firm z imperium Elona Muska. W ciągu kilku najbliższych lat rynek może być świadkiem fuzji SpaceX i Tesli. Powstałby moloch rodem z książek i filmów SF. Tych dystopijnych.
Łączna kapitalizacja wspomnianych korporacji sięga dzisiaj niemal 3 bln dolarów. Obecnie na rynku są podmioty wyceniane wyżej. Ale żaden z nich nie działa w tylu perspektywicznych sektorach i nie ma tak szeroko zakrojonych planów ekspansji. Nawet poza naszą planetą.
SpaceX i Tesla staną się jedną firmą?
Za nami konferencja wynikowa Tesli. Sporo mówi się po niej o wzroście przychodów, spadku zysków czy skoku wydatków na inwestycje. Ale uwagę mediów skupił na sobie także wątek potencjalnej fuzji tego podmiotu z korporacją SpaceX, która niedawno zadebiutowała na giełdzie. Temat nie jest nowy, w branżowych spekulacjach przewija się od kilku lat. Wciąż jednak brak jest jasnej deklaracji, że do połączenia dojdzie. Albo ogłoszenia, że nie ma takich planów.
Pytanie o mariaż padło podczas przywołanej konferencji, a Elon Musk starał się od niego uciec, tłumacząc, że rozmowy na ten temat muszą być prowadzone wedle określonej procedury. Miliarder wie z własnego doświadczenia, że regulator rynku nie pochwala sytuacji, gdy owe procedury są pomijane lub wręcz deptane.
Istotne jest jednak to, że Musk nie wykluczył możliwości fuzji. Co więcej, krezus wskazał na rosnące powiązania obu podmiotów. Przykładem wykorzystanie Internetu satelitarnego Starlink przez pojazdy Tesli. Dotyczy to w szczególności robotaksówek o nazwie Cybercab. Jeszcze ciekawszym wspólnym przedsięwzięciem jest Terafab.
Firmy działają w wielu perspektywicznych sektorach
Terafab ma być gigafabryką ulokowaną w Teksasie. Zakład będzie produkował chipy na potrzeby biznesów Muska. Początkowo oznacza to wydatek sięgający dziesiątek miliardów dolarów, ale docelowo może przynieść oszczędności, bo ceny półprzewodników wciąż rosną. Jeszcze ważniejsze może być jednak to, że Amerykanin rodem z RPA chce się uniezależnić od dostawców. Musk jest zdania, że chipów będzie brakować, że niedobory zapewne będą się pogłębiać i jeśli jego biznesy mają się prawidłowo rozwijać, nie powinny się oglądać na rynek.
W układance najbogatszego człowieka na świecie pojawia się zatem element własnych chipów. Część z nich będzie wykorzystana do stworzenia centrów danych o gigantycznej mocy obliczeniowej. Ta ma być użyta m.in. do szkolenia tzw. sztucznej inteligencji. Widzimy też rozwinięte możliwości produkcyjne i biznes motoryzacyjny oraz transportowy (autonomiczny). Do tego należy dorzucić robotykę oraz energetykę. SpaceX wnosi do rodziny transport, ale kosmiczny, telekomunikację, kontrakty wojskowe. Jeśli o czymś zapomniałem, proszę o uzupełnienie obrazka.
Czy ten potencjał uda się sprzedać?
Nawet w wersji wybrakowanej ta układanka robi wrażenie. Jeśli w odpowiedni sposób zostanie to do siebie dopasowane i sprzedane inwestorom, to taki moloch mógłby odjechać konkurencji na polu kapitalizacji. Pytanie, czy ci inwestorzy kolejny raz daliby się oczarować Muskowi? Bo prawda jest taka, że cała ta wizja brzmi bardzo futurystycznie i przed oczami pojawia się symbol dolara, ale póki co gigantycznych zysków biznes nie przynosi. Można to oczywiście tłumaczyć ciągłymi inwestycjami. Jednak pod względem generowanych przychodów też nie mamy do czynienia z potentatem. Entuzjazm wokół Elonowych opowieści opadł na tyle, że z wyceny SpaceX wyparował bilion dolarów.
Jaki status ma Elon Musk?
Należy też pamiętać, że sama wola Elona Muska nie wystarczy do tego, by taką fuzję przeprowadzić. Nawet, jeśli przyjmiemy, że wciąż jego sojusznikiem jest Donald Trump. Sprawa zapewne zainteresowałaby regulatorów rynku na całym świecie. Tutaj w grę wchodzi już geopolityka na sterydach. Wydaje się mało prawdopodobne, by Chinom czy Unii Europejskiej było na rękę tworzenie takiego podmiotu.
Do tego dochodzą też kwestie ładu korporacyjnego, a w szczególności roli i pozycji Elona Muska w nowym podmiocie. Fuzja zapewne umocniłaby jego status w biznesie, ale też polityce. I wypada zastanowić się nad tym, czy ludziom jest to potrzebne. W ramach tych rozważań warto prześledzić np. aktywność Muska w serwisie X. Oczywiście ze świadomością, że ta platforma również jest przez niego kontrolowana…