Bębny wracają do samochodów. Unia zmienia hamulce
Hamulce bębnowe, które przez lata ustępowały miejsca tarczowym, mogą znów stać się częstym widokiem na europejskich drogach. Powód jest zaskakujący.
Problem, którego nie widać z rury wydechowej
Samochody są coraz mniej emisyjne, ale nie oznacza to, że przestały produkować szkodliwe cząstki stałe. Jak wynika z danych HELLA, przywoływanych przez AutoCentrum, aż 80–85% emisji PM związanej ze współczesnym transportem pochodzi ze źródeł innych niż układ wydechowy. Chodzi przede wszystkim o hamulce, opony oraz pył unoszony z drogi.
Sporo zanieczyszczeń powstaje właśnie przy skrzyżowaniach i przejściach dla pieszych. Samochód hamuje, a materiał z klocków i tarcz ściera się i trafia do powietrza. Według danych Europejskiej Agencji Środowiska, transport drogowy odpowiada za około 25% emisji PM10. Z kolei TMD Friction szacuje, że około 80% zanieczyszczeń widocznych na felgach pochodzi z tarcz hamulcowych.
Nie jest to więc wyłącznie problem starszych samochodów z silnikami spalinowymi. Pył z hamulców powstaje także w autach elektrycznych. I właśnie dlatego europejskie przepisy zaczynają patrzeć na samochód szerzej niż tylko przez pryzmat spalin z rury wydechowej.
Bębny mogą dostać drugie życie
Nowe wymagania dotyczące emisji pyłu z hamulców zaczną obowiązywać dla nowych homologacji już 29 listopada 2026 roku. Rok później, 29 listopada 2027 roku, obejmą wszystkie nowe rejestracje. Limity będą bardzo rygorystyczne: 3 mg/km dla samochodów elektrycznych, 7 mg/km dla aut spalinowych i hybrydowych oraz 11 mg/km dla samochodów dostawczych i vanów.
Jak opisuje Bezprawnik, jednym ze sposobów na spełnienie nowych wymagań może być powrót do hamulców bębnowych. Szczególnie na tylnej osi. Ich konstrukcja ma tutaj istotną przewagę: materiał ścierany podczas hamowania pozostaje w dużej mierze zamknięty wewnątrz bębna, zamiast trafiać bezpośrednio na drogę i do powietrza.
Bębny są również prostsze i tańsze w produkcji. To może mieć znaczenie zwłaszcza w przypadku samochodów elektrycznych, gdzie producenci już teraz stosują je na tylnej osi. Elektryki mogą dodatkowo wykorzystywać rekuperację, więc klasyczne hamulce tylne nie są obciążane tak często jak w tradycyjnych samochodach.
Ekologia kontra bezpieczeństwo?
Hamulce bębnowe nie zniknęły z rynku przypadkiem. Mają swoje zalety, ale pod względem skuteczności i odporności na przegrzewanie ustępują nowoczesnym hamulcom tarczowym. Po mocnym rozgrzaniu ich skuteczność może wyraźnie spaść, co ma znaczenie szczególnie podczas intensywnej jazdy i częstego hamowania.
Nie oznacza to oczywiście, że nowe przepisy automatycznie doprowadzą do większej liczby wypadków. Producenci mają do dyspozycji także inne rozwiązania, a hamulce bębnowe na tylnej osi w wielu współczesnych autach mogą być wystarczające. Trudno jednak nie zauważyć pewnego paradoksu: regulacja mająca ograniczyć zanieczyszczenia może skłaniać konstruktorów do korzystania z technologii, którą motoryzacja przez lata wypierała.
Tym bardziej że dyskusja o bezpieczeństwie na drogach w Unii Europejskiej już obejmuje również prędkość. Europejska Rada Bezpieczeństwa Transportu (ETSC) rekomendowała dalsze ograniczanie limitów. Na razie nie ma więc podstaw, by łączyć nowe normy emisji z przyszłymi ograniczeniami prędkości. Kierunek zmian pokazuje jednak, że europejskie samochody mogą w najbliższych latach wyglądać i działać nieco inaczej, niż przyzwyczailiśmy się przez ostatnie dekady.