YouTube płaci, by nie korzystać z oferty Netflix

Królów strumieniowanego wideo globalnie mamy dwóch: YouTube'a i Netfliksa. Ten pierwszy zaczął właśnie nie do końca czystą grę.

Lech Okoń (LuiN)
0
Udostępnij na fb
Udostępnij na X
YouTube płaci, by nie korzystać z oferty Netflix

Zaczął Netflix, YouTube uważa, że się tylko broni

Przez lata układ sił na rynku streamingu był bardzo jasny – obaj najwięksi gracze nie wchodzili sobie w drogę ani czynnymi działaniami, ani samym modelem funkcjonowania. YouTube opierał model biznesowy na niezależnych twórcach internetowych i przychodach z reklam, podczas gdy Netflix skupiał się niemal wyłącznie na profesjonalnych produkcjach, serialach oraz filmach tworzonych w ramach abonamentu. To już jednak koniec rozejmu.

Dalsza część tekstu pod wideo

Iskrą zapalną stała się niedawna ofensywa Netfliksa. Platforma, posiadająca na koniec 2025 roku bazę ponad 325 milionów subskrybentów, zaczęła kusić gwiazdy YouTube'a gigantycznymi pieniędzmi za możliwość udostępniania ich formatów równolegle w swoim serwisie.

Lukratywne propozycje otrzymali między innymi tacy twórcy jak Alan Chikin Chow i Nick DiGiovanni, a także autorzy niezwykle popularnego na YouTube'ie programu „Hot Ones”. Dywersyfikacja źródeł przychodu stała się łakomym kąskiem dla twórców, do tej pory uzależnionych w znacznej mierze od niesymetrycznej relacji z YouTube'em.

YouTube mówi stop, wracaj do złotej klatki, albo dostaniesz po łapach

YouTube nie ma zamiaru biernie przyglądać się, jak konkurencja po cichu podkrada jego najcenniejsze talenty. W odpowiedzi platforma Google'a wytoczyła ciężkie działa, stosując wobec twórców klasyczną strategię „kija i marchewki”.

Jak donosi Bloomberg, YouTube oferuje czołowym gwiazdom wielomilionowe kontrakty w zamian za zachowanie ekskluzywności swoich filmów na ich platformie przez z góry określony czas.

Marchewka ta obejmuje nie tylko bezpośrednie finansowanie konkretnych programów, ale także procentowy udział twórców w gigantycznych kontraktach reklamowych zawieranych z globalnymi markami. Czyli jednak da się bardziej symetrycznie dzielić przychodami z twórcami.

A jeśli jednak idziesz do Netfliksa, to podetniemy ci skrzydła

Jednocześnie platforma ostrzega i straszy kijem, bowiem przedstawiciele YouTube’a dają twórcom jasno do zrozumienia, że flirt z Netfliksem będzie miał swoją słoną cenę.

Udostępnianie filmów na Netfliksie drastycznie uderzy w bazowe zasięgi na YouTube'ie. Nielojalni youtuberzy ryzykują utratę całego wsparcia marketingowego ze strony serwisu, przestaną otrzymywać zaproszenia na zamknięte wydarzenia i z dużym prawdopodobieństwem zostaną wykluczeni z bezpośrednich, bardzo dochodowych kampanii sponsorskich.

Skorzystają influencerzy, a my zapłacimy więcej

Przedsmak zmian, w kierunku których zmierza Netflix, widzimy już przy nadchodzącej premierze Grand Theft Auto VI. Osoby bez subskrypcji Netfliksa pełną zapowiedź gry planowaną na 27 sierpnia obejrzą z aż 6-godzinnym opóźnieniem.

Analogicznie dostępne mogą być wkrótce przedpremierowe treści ulubionych twórców internetowych. Na tym etapie sprawa dotyczy jednak głównie twórców o zasięgu globalnym, nie słychać o jakichś większych ruchach platformy w kontekście polskich YouTuberów, choć to pewnie tylko kwestia czasu.

Już niedługo możemy jednak coraz częściej stawać przed dylematem, czy nie dokupić kolejnej platformy VoD z powodu migracji naszych ulubionych twórców i formatów wideo do nowego miejsca.

Sam nie płacę za Netflix od przeszło roku i choć obawiałem się jakiegoś efektu FOMO (z ang. fear of missing out, lęk przed pominięciem), widzę same korzyści. Więcej czytam i mniej ryzykuję wpadnięciem na przepalające czas produkcje niskich lotów. Dla odmiany oglądam natomiast coraz więcej doskonałych dokumentów na YouTube'ie i nie ukrywam, że byłoby mi przykro, gdyby miały teraz przewędrować na niesprawdzający się u mnie Netflix.

Polacy już teraz mają coraz bardziej dosyć faktu, że do obejrzenia ulubionych treści muszą płacić średnio za aż 2,2 subskrypcji VoD i niespodziewanie po latach zaczęło rosnąć piractwo. Piracenie treści do tej pory dostępnych za darmo na YouTube'ie, choć wydaje się absurdem, może wkrótce stać się codziennością.