Od miesiąca pracuję na tabletach Huawei. Da się, ale czy warto?
MatePad Pro Max i MatePad Air to najnowsze tablety chińskiego producenta. Są to konstrukcje z wysokiej półki cenowej, o czym dobitnie świadczą zastosowane materiały i komponenty. I na pewno nie mogę Huaweiowi odmówić, że robił wszystko, aby dać nam jak najlepsze urządzenia. Czy to jednak wystarczyło?
Ekran dosłownie zachwyca
Najważniejszym elementem każdego tabletu jest ekran. W końcu to na niego patrzymy się każdego dnia. Tu mam dość wysokie wymagania, bo korzystam z iPada mini obecnej generacji, który ma naprawdę porządny i dobrze skalibrowany panel LCD. Jednak ekrany w tabletach Huaweia to już zupełnie inna liga. Oczywiście duże znaczenie ma tu fakt, że są to panele OLED i czernie wyglądają na nich jak… czernie. Jednak ich matowe wykończenie i zastosowany szereg różnorodnych filtrów sprawia, że mamy wrażenie raczej, jakbyśmy obcowali z wydrukowanym obrazkiem. Zwłaszcza podczas czytania.
Samo to, że treści się na nim błyskawicznie przewijają, daje wrażenie czegoś magicznego. Podczas prezentacji, kiedy opowiadano nam, że ekran ten nie męczy oczu, podchodziłem do tej sprawy dość sceptycznie. Jednak po lekturze ponad 600 stronicowego ebooka muszę się z tym zgodzić. Owszem, papier, ani nawet e-papier to nie jest, ale niewiele mu do nich brakuje. Natomiast miłośnicy cyfrowych wydań komiksów powinni być zachwyceni. Zwłaszcza modelem Pro Max, który oferuje aż 13,2-calowy ekran.
To jednak nie wszystko. Tablety te świetnie sprawdzają się do korzystania z nich na zewnątrz. I to nie tylko w pełnym słońcu, ale też w te częściowo pochmurne dni, w których na słyszących ekranach możemy podziwiać odbicia nieba. Tu ten problem nie występuje. Tak samo pod światło nie widzimy wszędobylskich odcisków palców.
Jest jednak pewna rzecz, która po kilku tygodniach spędzonych ze sprzętem wciąż mnie irytuje. W idealnej ciszy podczas przewijania ekranu słyszę szuranie kciuka o jego matową powierzchnię. Jednak wiecie co? Wolę to niż odciski palców, refleksy słońca, czy widok mojej twarzy odbijającej się od ekranu podczas mrocznych scen w oglądanych filmach.
MatePad Pro Max i Air jako tablety do pracy
Z tabletów korzystam regularnie od kilkunastu lat i tylko je wymieniam na coraz to nowsze sprzęty. Chociaż miałem jeden dłuższy przystanek, bo aż siedmioletni, w którym moim jedynym urządzeniem tego typu był Huawei MediaPad M3 Lite 10. W czasie tym nie tylko był urządzeniem multimedialnym, ale wręcz zastępował mi laptop dzięki dołożeniu klawiatury bezprzewodowej i stojaka. Służył mi on nawet awaryjnie do tworzenia tekstów w poprzednim serwisie, a po przesiadce na iPada był on moim głównym sprzętem do pracy przez bardzo długi czas.
Można więc powiedzieć, że jestem idealną osobą do sprawdzenia, jak sobie radzą najnowsze tablety Huaweia, w tym model MatePad Pro Max podczas codziennej pracy. Tu jednak pojawia się pewien problem: MacBook Air, z którego korzystam od ponad roku i który sprawił, że moje wymagania, jeśli chodzi o wygodę pracy znacznie wzrosły. Mówiąc szczerze, nie mogę zrozumieć, jakim cudem przez kilka lat pracowałem na iPadzie z klawiaturą. Obecnie stworzenie na nim chociaż jednego tekstu to dla mnie prawdziwa katorga.
Dlaczego o tym piszę? Ponieważ na tablet Huaweia będę teraz głównie… narzekał. A mimo to uważam, że pod względem pracy redakcyjnej zostawia on iPada daleko w tyle. Zacznijmy jednak od najważniejszego: czyli przeglądarki. Kluczowa jest teraz dla mnie jedna rzecz: ta ma obsługiwać wtyczki. A to nie jest takie proste, chociaż nie niemożliwe. I tu polecę przeglądarkę Titanium, która znajdziecie w Google Play. Zaraz, gdzie? A tak, w Google Play, ale spokojnie, do tego przejdziemy w kolejnym rozdziale. Teraz skupmy się na pracy.
Mamy przeglądarkę, świetny ekran, oraz klawiaturę w zestawie. Obydwie, czyli z modelu Air i Pro Max porównam do tego, co znam najlepiej, czyli MacBooka Air. Zacznijmy od tej większej: jest to pełnowymiarowa klawiatura wyspowa. I trudno się temu dziwić. W końcu jest spasowana z 13,2-calowym tabletem.
Sam układ jest wygodny, a klawisze mają nieco głębszy skok, niż w moim MacBooku, co uważam za dużą zaletę. Przy okazji są nieco bardziej chybotliwe, co jednak zauważyłem dopiero podczas delikatnego macania palcem obydwu klawiatur jednocześnie. W niczym to nie przeszkadza, a i różnica jest niewielka. Problemem jest jednak wprowadzanie polskich znaków diakrytycznych. Te można wprowadzać jedynie przy użyciu prawego przycisku alt. Tym samym dość naturalne położenie kciuka na lewym alcie, żeby uzyskać ą, ś, ę ć, ź, ż w tym przypadku nie jest możliwe. Oczywiście są osoby, które w tym celu i tak wykorzystują palec drugiej dłoni i wywołują znaki altem prawym. Dla nich to nie będzie żadnej problem, dla mnie to była początkowo droga przez mękę.
Na uwagę zasługuje także gładzik. Ten jest dość duży i precyzyjny. Do tego obsługuje podstawowe gesty, jak szybką zmianę aplikacji przesunięciem dwoma palcami w lewo lub w prawo, co jest naprawdę wygodnym rozwiązaniem. Na testy dostałem także myszkę Bluetooth, z której praktycznie nie korzystałem w parze z tym tabletem. Tak dobry jest to gładzik.
W przypadku modelu Air klawiatura nie jest po prostu przewymiarowanym wariantem, a całkowicie przebudowaną konstrukcją. Klawisze liter są identycznych wymiarów, za to pozostałe zostały nieco skrócone. Dodatkowo niektóre znaki, jak cudzysłów, czy nawiasy kwadratowe to połówki klawiszy. Wyleciał także cały rząd przycisków F. Jednak prawdziwy problem, jaki z nią mam, to brak miejsca na nadgarstki. Wciąż da się na niej wygodnie pisać i jeśli jakiś student zastanawia się nad Huawei MatePad Air jako tabletem do pisania notatek na zajęciach, to nie powinien być rozczarowany, chociaż tu warto już dołożyć myszkę z powodu braku gładzika.
Z czym więc mam problem? Z systemem. A dokładniej brakiem okien i przerzucania plików lub treści między nimi, czy możliwością szybkiego pobrania grafiki z sieci, lub przesłania zdjęć na pulpit, szybką edycją w programie graficznym i przeciągnięciem grafiki z pulpitu do przeglądarki podczas jej dodawania. Tak prosty proces jak zwykłe przycięcie grafik do konkretnych proporcji, przeskalowanie i dodanie znaku wodnego przy treściach autorskich potrafi zająć na tablecie nawet kilka minut, kiedy na laptopie to kwestia kilkudziesięciu sekund na jedną grafikę i to wtedy, kiedy się zbytnio nie śpieszę.
Takich drobiazgów podczas pracy jest naprawdę dużo, a ich robienie na tablecie zjada ogrom czasu. Jest to szczególnie uciążliwe zwłaszcza w sytuacjach nagłych, kiedy temat jest pilny, czas nas goni, a każda pierdoła tego typu opóźnia publikację. Jednak i przy zwykłej pracy redakcyjnej spędzanie długiego czasu na kwestiach tego typu zwyczajnie mnie irytuje. Ot, wolę skupić się na pisaniu i szukaniu ciekawych tematów, niż na całej reszcie, a tablet wymusza inne podejście, chociaż w przypadku MatePad Pro Max i tak wypada to naprawdę dobrze dzięki wtyczkom do przeglądarki i przełączaniu się między aplikacjami jednym gestem na gładziku. Krótko mówiąc: od przesiadki na MacBooka Air nigdy więcej nie chciałbym pracować na tablecie, ale gdyby mnie do tego zmuszono, to ze wszystkich tabletów, z którymi miałem do tej pory do czynienia, w tym z iPadem Pro, wybrałbym Huaweia MatePad Pro Max. Problem w tym, że MacBook wciąż jest urządzeniem… tańszym.
A co z rozrywką?
Tablety kojarzą nam się zwykle z urządzeniami multimedialnymi, a nie maszynkami do pracy. Ja natomiast mam dwa filary rozrywki tabletowej: Pokémon Champions, którego mimo nieoficjalnego dostępu do Sklepu Play w nim nie widzę na tabletach Huaweia, oraz YouTube. W przypadku tego drugiego aplikacja niby jest, ale nie polecam z niej korzystać, o ile nie macie YouTube Premium i nie pobieracie filmów na pamięć urządzenia, aby je obejrzeć poza dostępem do sieci, lub przy jego ograniczeniu. A wszystko dlatego, że aplikacja ta pozwala maksymalnie na 1080p, co jest marnotrawstwem przy ekranach o rozdzielczościach odpowiednio 3000 × 2000 pikseli i 2800 × 1840 pikseli.
O wiele lepiej sprawdza się przeglądarkowa wersja serwisu, która nie ma nałożonych limitów i spokojnie możemy na niej oglądać materiały w maksymalnej dostępnej rozdzielczości. I chociaż brzmi to jak półśrodek, to całość działa tak, jak YouTube odpalony na przeglądarce w laptopie. Działa przy tym również przy zminimalizowanej przeglądarce, a nawet z wygaszonym ekranem.
Inne serwisy VOD, o ile uda się nam je pobrać, działają bez takich problemów. Jednak wciąż: możemy z nich korzystać przy pomocy przeglądarki internetowej. Obydwa tablety także grają bardzo dobrze, więc nie musimy się martwić o nagłośnienie podczas seansów, ani też używać słuchawek. Co nie jest dla mnie większym zaskoczeniem, ponieważ spoczywający w mojej szufladzie MediaPad M3 Lite to wciąż jeden z lepiej grających sprzętów w moim domu. Ot, Huawei zna się na głośnikach w tabletach i to się nie zmieniło.
Jak jednak już wspomniałem przy opisie ekranu: tablety te świetnie się nadają do czytania książek i komiksów. Jeśli zastanawiacie się, czy lepiej kupić czytnik, czy tablet, to MatePad Air wydaje się najlepszym wyborem dla książek, a MatePad Pro Max do komiksów. Jeśli chodzi o gry, to znaczna część wymagających tytułów widnieje jako niedostępna na tym urządzeniu.
Usługi Google bez Google
Tak, to jest możliwe dzięki aplikacji GBox. Dość popularną opinią jest to, że pozwala ona na instalację wszystkich aplikacji poza bankowymi i portfelem Google, co w tabletach i tak nie ma przecież większego znaczenia. Niestety, ale po wejściu w moją listę oprogramowania widzę wiele gier jako niedostępnych na tym urządzeniu. Na przykład Alien: Isolation oraz Pokémon Champions. Nie ma tu nawet klasyka nad klasyki gier mobilnych, czyli Galaxy On Fire 2.
Dużym postępem w działaniu GBoxa jest natomiast to, że dostęp do aplikacji mamy z menu samego tabletu. Oczywiście musimy wciąż pamiętać, że nie jest to natywna aplikacja dostępna w urządzeniu i musimy ją sami wcześniej zainstalować.
Wydajność
Nie jestem fanem cyferek. Jeśli sprzęt działa dobrze, to nie interesuje mnie to, ile ma punktów w testach syntetycznych, ani co siedzi w środku. Nie udało mi się podczas normalnego użytkowania sprawić, aby którykolwiek z tych tabletów złapał, chociażby chwilową zadyszkę. Na co dzień korzystam z iPada mini i nie widzę różnic w działaniu między nim a którymkolwiek z dwóch testowanych tabletów Huaweia.
Zasilanie
W zestawie z tabletami dostajemy ładowarki. Odpowiednio 100 W dla MatePad Pro Max i 66 W dla MatePad Air. Obydwie mają złącze USB-C i USB-A, z czego… nie skorzystamy, bo porty te są tak blisko siebie, że wpięta wtyczka blokuje kolejną. No cóż, szkoda. Czy są one w stanie oddać z siebie deklarowaną moc? Nie mam pojęcia. Moje sztuczne obciążenie ma wyzwalacz PD, jednak ładowarki te korzystają z własnościowej technologii szybkiego ładowania Huaweia, czyli SuperCharge.
Mamy więc tablety, które ładują się naprawdę szybko, prawda? No właśnie nie do końca. Oczywiście, kiedy wykorzystujemy dedykowane ładowarki, to wszystko przebiega bardzo szybko. Kiedy jednak sięgniemy po jakąś inną ładowarkę, stację zasilania z AliExpress, czy powerbank, to maksymalna moc jest znacznie niższa i wynosi 9-12 W przy ciągłych spadkach do okolic 1 W i wstawaniu do maksymalnego poziomu, niezależnie od tabletu. I to mimo tego, że mam szufladę załadowaną po brzegi powerbankami wszelkiej maści, pojemności, czy różnorodnych marek. Ot, nie wspierają one technologii Huaweia.
Co ciekawe przy ładowarce Anker Nano 45 W MatePad Air osiągał już stabilne 26 W, jednak tylko on i tylko przy niej. Natomiast stacja zasilania Anker Solix C300X była w stanie dostarczyć obydwu tabletom moc 24-26 W, mimo że oficjalnie nie wspiera żadnej technologii. I trudno się temu dziwić: większość powerbanków i ładowarek wspiera QC i PD, a nie SuperCharge.
Jeśli chodzi o baterię, to jest… dobrze. Nie udało mi się żadnego z tabletów zmęczyć w jeden dzień, a zwykle i 3 dni daleko od ładowarki potrafiły spędzić, co jest dużym plusem, biorąc pod uwagę, że musiały mieć dedykowaną pod siebie ładowarkę.
Świetny rysik, wybitny ekran i genialna aplikacja
To nie będzie historia o tym, jak odkryłem w sobie talent rysowniczy. Z plastyki zawsze byłem noga, a nawet w zerówce moje rysunki mocno odstawały jakościowo od tego, co robiły inne dzieci. Dlatego też nie potrafię docenić możliwości tego typu rozwiązań. Mimo to widzę olbrzymią różnicę między iPadem a tabletami Huaweia. Różnice na korzyść… Huaweia.
Zacznijmy od rysika. Ten wygląda jak długopis, co samo w sobie już sprawia, że jego trzymanie wydaje się naturalniejsze, niż w przypadku białego monolitu od Apple. Sama konstrukcja jest sztywna i porządnie wykonana, chociaż dzięki haptyce sprawia wrażenie miekkiego, kiedy go ściśniemy, co wywołuje menu podręczne na tablecie do szybkich notatek, rysunków czy zrzutu ekranu, oraz menu podręczne w GoPaint, o którym będzie zaraz. Oczywiście wykrywa się nacisku, więc w naturalny sposób możemy regulować grubość linii. Kąt nachylenia wydaje się za to nie mieć większego znaczenia. Na pochwałę zasługuje także sprytny schowek na rysik w etui z klawiaturą modelu MatePad Pro Max. Nie ma mowy, żeby wystawał, lub nam gdzieś wypadł. Szkoda, że Air jest tego pozbawiony i musimy liczyć na magnes, który w torbie nie gwarantuje utrzymania akcesorium w miejscu. Same rysik ładuje się bezprzewodowo od tabletów i jest kompatybilny z obydwoma urządzeniami.
Co do ekranu, to jego matowe wykończenie, na które tak narzekałem, jeśli chodzi o przesuwanie kciukiem, tutaj sprawdza się wyśmienicie. Rysik, w przeciwieństwie do iPada, nie śliga się na szkle, a daje wrażenie zbliżone do rysowania na kartce papieru. Owszem, dosyć gładkiej kartce, ale jednak kartce. Owszem, istnieją folie matujące na iPady pod robienie rysunków, tu mamy to jednak w standardzie.
Przejdźmy do GoPaint. To najprostszy program do rysowania na tablecie, z jakim miałem do tej pory kontakt. Wszystko jest przejrzyste, nadmiar funkcji rzuconych na główny obraz nie przytłacza, a jednocześnie wszystko, czego potrzebujemy, możemy łatwo znaleźć. Można nawet stworzyć samemu pędzel, który przypomina rozmoknięte farby plakatowe i rozmazuje wcześniejsze linie, rozlewając cię po dotychczasowym rysunku.
Czy to najlepsza aplikacja do rysowania? Nie mam pojęcia, bo się na nich nie znam. Nie wiem więc, czy nie ma jakiegoś istotnego braku. Wiem za to, że korzysta mi się z niej wyjątkowo dobrze, a jest ona na standardowym wyposażeniu, czyli w cenie tabletu.
Z jednej strony chcę chwalić, z drugiej ganić, a z trzeciej wiem, że to nie wina firmy
I mówiąc też, że nie dla każdego wiem, że nie są to urządzenia dla mnie. Owszem, matowy ekran chętnie bym przeniósł do iPada, ale ta cecha nie jest dla mnie aż tak istotna, abym chociaż rozważył przesiadkę. Za to ktoś, kto dużo czyta książek lub komiksów (ja i tak sięgam po audiobooki, bo podczas słuchania mogę robić inne rzeczy), rysuje, lub robi notatki na studiach, patrząc całymi dniami w ekran, a potem wraca z uczelni do domu/akademika/na stancję i… dalej patrzy w ekran, na pewno doceni to, że jego oczy nie będą aż tak mocno obciążone.
Dla mnie jednak problemami nie do przejścia są te związane z ładowaniem urządzenia i brakiem części aplikacji. Oczywiście, rozumiem, że to nie jest wina Huaweia. Firma ta została w końcu odcięta od kluczowych technologii i usług z USA i musiała opracować własne zamienniki, a społeczność wokół niej skupiona nieoficjalne obejścia, z których sam korzystałem podczas testów. Jednak… dlaczego ma to obchodzić kogoś, kto sięga po te urządzenia?
No dobrze, ale mamy dwa tablety, w różnych cenach a wnioski są przecież dla obydwu bardzo podobne. Czy więc zakup Air powinien być domyślny? Niekoniecznie. Do pracy z rysikiem lub tekstem lepiej wybrać model Pro Max. Fani komiksów również lepiej się odnajdą na dużym ekranie. Jeśli komuś zależy na niższej cenie lub mniejszym ekranie, to wariant Air jest jednak urządzeniem jak najbardziej godnym polecenia i nie odstaje on możliwościami od większego wariantu. Nie dziwi mnie więc, że Pro Max jest tak duży. W wersji o wymiarach modelu Air nie bardzo miałby sens.
-
Wybitny ekran
-
Świetna klawiatura z przyjemnym skokiem, która jest w zestawie
-
Świetny do czytania książek
-
Ładowarka w zestawie
-
GoPaint jako genialna aplikacja do wykonywania grafik
-
Bardzo dobre głośniki
-
Szybkość działania i stabilność pracy
-
Brak usług Google, co niesie pewne konsekwencje mimo obejść
-
Licha baza aplikacji
-
Brak wsparcia dla szybkiego ładowania w standardzie PD