Test Roborock Saros 20. Nie dziwię się, że są najwięksi na świecie
Co czwarty robot sprzątający sprzedawany na świecie ma na obudowie napis Roborock (27% udziału). Jak oni to robią? Przekonajmy się testując topowy model Roborock Saros 20.
Flagowy model w cenie średniaka
Rynek odkurzaczy automatycznych rozwija się w zawrotnym tempie. Jeszcze dekadę temu cieszyliśmy się, gdy urządzenie potrafiło w miarę bezkolizyjnie odbijać się od ścian i losowo wciągać powierzchowny kurz. Dzisiaj oczekiwania konsumentów są zupełnie inne — szukamy w pełni autonomicznych maszyn, które całkowicie przejmą na siebie ciężar utrzymania czystości w naszych domach, wymagając od nas minimalnej lub niemal zerowej ingerencji.
W 2026 roku firma Roborock postanowiła po raz kolejny podnieść poprzeczkę, wprowadzając na rynek model Roborock Saros 20, wyceniony na 5699 zł, ale od razu z promocją obniżającą tę cenę do 5199 zł. Od 1 lipca zaś ruszyła doskonała promocja z rabatem aż 37% i nowa cena to zaledwie 3599 zł!
I jest to dość niepojęte, bo rozmawiamy tutaj o robocie z doskonałymi parametrami i absolutnej pierwszej lidze. Poniżej 8 cm wysokości, brak jakichś wieżyczek na pleckach, 36 000 Pa wysuwana zmiotka i mop, mopy zostawiane w stacji na czas odkurzania, a do tego stacja piorąca mopy w 100 stopniach i system pokonywania przeszkód o wysokości do 8,8 cm. To zestaw, który ma spełnić oczekiwania najbardziej wymagającego użytkownika. Sprawdźmy więc, czy te obietnice mają pokrycie w rzeczywistych testach.
Wykonanie i nawigacja
Przede wszystkim mamy tutaj zupełne pozbycie się wieżyczki z lidarem na rzecz umieszczenia wszystkich czujników w bryle robota. Przy średnicy 35 cm, robot ma tym samym zaledwie 7,98 cm wysokości i wjeżdża pod niżej zawieszone meble niż większość konkurencji. Co więcej, matowe, ciemne plastiki to zwiększona odporność na zarysowania, brak odcisków palców i pewność, że sprzęt będzie prezentował się atrakcyjnie dłużej niż tylko zaraz po wyciągnięciu z pudełka.
Odejście od klasycznego LiDAR-u na dachu robota wywołało sporo pytań o precyzję nawigacji. Roborock odpowiada na te obawy za pomocą innowacyjnego systemu StarSight 2.0. Rozwiązanie to opiera się na zaawansowanej kamerze RGB, technologii światła strukturalnego 3D oraz potężnych algorytmach sztucznej inteligencji. Jak to wypada w warunkach polskiego mieszkania? Zjawiskowo.
Robot w czasie rzeczywistym skanuje przestrzeń przed sobą za pomocą technologii VertiBeam, analizując kształty, wielkość i odległość obiektów. Producent deklaruje, że algorytmy potrafią rozpoznać ponad 300 różnych kategorii przedmiotów i przeszkód — od kabli zasilających, przez buty, skarpety i zabawki dziecięce, aż po, co niezwykle istotne dla właścicieli zwierząt, „niespodzianki” zostawione przez psy czy koty. Podczas testów Saros 20 omijał z niezwykłą gracją, wszelkie przewody USB, kawałki styropianu, skarpetki i inne obiekty, które niespodziewanie stanęły mu na przeszkodzie.
Co ważne, robot radzi sobie doskonale też w zupełnych ciemnościach, bo ma do pomocy podczerwień. Samo skanowanie pomieszczeń jest niezwykle sprawne, to minuty od pierwszego uruchomienia robota. A by nie trzeba było przenosić sprzętu od pomieszczenia do pomieszczenia, do sprawnego pokonywania progów producent zastosował system AdaptiLift Chassis 3.0. To takie dodatkowe, wysuwane kółeczka, które unoszone asymetrycznie pozwalają pokonywać przeszkody o wysokości do 8,8 cm (około 4,5 cm przy wjeździe i dodatkowe 4,3 cm wsparcia z podnośnika tyłu). I muszę oddać, że to dostosowywanie prześwitu robota, niczym w terenówce, robi wrażenie i zatrzymywało mnie wielokrotnie na obserwacji urządzenia. To niezwykłe, że tak smukły robot potrafi aż tyle. W praktyce to też lepsze wskakiwanie na bardzo grube dywany czy brak zawieszania się na suszarce do ubrań.
Odkurzanie z siłą 36 000 Pa
Nie samą mocą ssania człowiek żyje i wielokrotnie spotkałem się już z miernymi wynikami cyklu odkurzania, pomimo napompowanych wydawać by się mogło parametrów. Takie Narwale dla przykładu, choć doskonale mopują, to już domyślnie dywany omijają i trzeba się napracować, by w ogóle na nie wjeżdżały. Gdy podczas jednego z testów wspomniany Narwal totalnie poległ, na dywanik z rozsypaną bułką tartą i kakao wjechał Saros 20. Tak po prostu, centymetr po centymetrze, w elegancki i usystematyzowany sposób przejechał po dywanie, zbierając pozostałości po konkurencie. I tak to powinno wyglądać, a nie jakieś fochy i proszenie. To ponoć pierwsze w branży czyszczenie dywanów z runem o wysokości do 3 cm i jestem pod wielkim wrażeniem.
Co przy tym istotne, robot może pracować co prawda w trybie mieszanym, z jednoczesnym odkurzaniem i mopowaniem, gdzie podnosi podwozie i mopy, gdy wjedzie na dywan, ale też może skupić się wyłącznie na odkurzaniu i zostawić pady mopa w stacji. Nie ma więc ryzyka zamoczenia dywanów czy brudzenia ich podwoziem odkurzacza.
Za sprawą wysuwanej szczotki bocznej w kształcie łuku (FlexiArm), odkurzacz dociera do trudno dostępnych zakamarków, czy to pod cokołami szafek, czy w narożnikach pomieszczeń. Dodatkowym bajerem jest zupełna nowość o nazwie Clean Beyond Curtains, która — jak sama nazwa wskazuje — pozwala na sprzątanie również pod zasłonami okien. Wystarczy je najpierw oznaczyć na mapie (do 15 miejsc), by robot nie zatrzymywał się na materiale, tylko wjeżdżał pod nie. Całkiem to sprytne.
Zarówno konstrukcja szczotki bocznej, jak i rozdzielona na środku szczotka główna DuoDivide oręż do walki ze splątywaniem się włosów. Producent nie idzie tutaj w półśrodki i deklaruje 0% współczynnik plątania włosów na wszystkich ze szczotek oraz 100% skuteczność usuwania włosów. Mocne to słowa... ale faktycznie nie udało mi się stworzyć sytuacji, w której Saros poległ.
Mopowanie podłóg jest niby klasyczne, ale to coś więcej
Chociaż na każdym kroku chwalone są tzw. tracki, czyli mopy oparte na 2 wałkach z naciągniętą taśmą materiału, testowane urządzenie poszło bardziej w stronę klasyki. Okrągłe mopy oferują 200 obrotów na minutę i aż 30 poziomów przepływu wody, a do tego mają regulowaną siłę nacisku — od 8 do aż 13 N dla najtrudniejszych zabrudzeń. Przy wykryciu mocniejszych zabrudzeń (pomaga w tym technologia DirTect oparta na AI) robot unosi koła i trze podłogę znacznie mocniej niż przy zwykłych przejazdach.
Co więcej, jeden z mopów umieszczony został na wygodnym ramieniu FlexiArm, dzięki czemu mopowanie wzdłuż listw przypodłogowych realizowane jest idealnie, bez martwej strefy. Nie musimy dolewać przy tym detergentu do zbiornika z czystą wodą — robot pobiera płyn sam.
Na koniec procesu mopy prane są w stacji w temperaturze aż 100 stopni Celsjusza i to pod dużym ciśnieniem, co pozwala zapewnić sterylność. Z kolei brak nieprzyjemnych zapachów gwarantuje późniejsze suszenie padów gorącym powietrzem o temperaturze 55 stopni. Ciekawostką jest fakt, że również sama stacja przeprowadza proces samoczyszczenia wodą o temperaturze 100 stopni, a do tego worek na kurz jest suszony świeżym powietrzem, by i tam nic nam nie wyrosło pod osłoną nocy.
Roborock ma od lat najlepszą aplikację
Oprogramowanie Roborock od zawsze uchodziło za wzór intuicyjności. W modelu Saros 20 oddano do naszej dyspozycji funkcję SmartPlan 3.0 wspomaganą systemem sztucznej inteligencji RockMind. Użytkownik nie musi nawet wiedzieć, jakie parametry ustawić dla konkretnego pokoju. Wystarczy nacisnąć przycisk, a robot na bazie zebranych z map i kamer danych sam decyduje, gdzie włączyć ekstremalne ssanie, gdzie mopować podwójnie krzyżowo, a gdzie użyć maksymalnego docisku mopów.
Interfejs aplikacji jest bardzo dopracowany, logiczny i atrakcyjny wizualnie. Możemy zarówno utonąć w precyzyjnych nastawach, jak i błyskawicznie wysłać robota do pracy. Niech dosadnym przykładem będzie sytuacja, gdy po przemeblowaniu kuchni i ogromie niestandardowych przedmiotów w salonie Narwal nawet nie był w stanie wyjechać z pomieszczenia i 3 godziny później, po dwukrotnym mapowaniu oraz utykaniu gdzieś po drodze dałem za wygraną. Tymczasem, by nie czekać, puściłem w ten sam bałagan Sarosa 20, z misją umycia podłogi w kuchni - „rozejrzał się” i natychmiast wyjechał z salonu przez korytarz do kuchni, by po błyskawicznej analizie zmian w pomieszczeniu zabrać się do pracy. Kolejny raz sprawdziło się, że nie liczy się sprzęt, lecz umiejętność korzystania z niego. Co mi nawet z najlepszego mopa, jeśli robot nie dojedzie na miejsce i nie wykona zadania? Takie troski szczęśliwie nie dotyczą Roborocka, a przynajmniej nie są aż tak częste, jak u niektórych konkurentów.
Wracając zaś do aplikacji, możemy ustalać wirtualne ściany, rygorystyczne strefy do omijania (np. legowisko psa), strefy bez mopowania, a także sterować sprzętem za pomocą asystentów głosowych. Saros 20 ma w dodatku własnego zintegrowanego asystenta (wywoływanego frazą "Hello Rocky"), ten jednak działa, gdy komunikaty głosowe robota mają wybrany język zgodny z asystentem np. angielski. Jeśli chcemy, by robot mówił po polsku, można jednak skorzystać też bez problemu z Amazon Alexa czy Google Home.
Zasilanie i kultura pracy
Całość jest zasilana masywnym ogniwem litowo-jonowym o pojemności 6400 mAh. Bateria ta pozwala na niemal 200 minut nieprzerwanej pracy w trybie cichym, co spokojnie przekłada się na posprzątanie przestrzeni przekraczającej 220 metrów kwadratowych bez zadyszki. W razie potrzeby robot powróci do stacji, doładuje się wyłącznie do poziomu pozwalającego na dokończenie cyklu (technologia Fast Charging) i wznowi pracę od miejsca, w którym skończył. Od zera do pełna ładowanie trwa tylko 2,5 godziny.
Proces mopowania to zaledwie 55 dB (niczym w cichej bibliotece), tryb odkurzanie i mopowanie to góra 63-64 dB, czyli jak normalna rozmowa, a jedynie, gdy w grę wchodzi maksymalna moc ssania, głośność może wzrosnąć do 70-74 dB. Przepompowywanie kurzu do worka w stacji to trwające krótko 74 dB, mycie mopów około 57 dB, a już trwające najdłużej suszenie mopów generuje 43 dB jednostajnego, bardzo cichego szumu. Nie jest to zdecydowanie najgłośniejszy z robotów i sam bez trudu zasypiałem na sofie podczas suszenia mopa. Docelowo jednak roboty z tak rozbudowanymi stacjami trzyma się gdzieś na uboczu, a nie przy łóżku.
Podsumowanie — teraz już wiem
Roborock ma wiele cech smartfonów Samsunga czy Apple, ale jest do tego relatywnie tani. Taka puenta przyszła mi do głowy, gdy po tygodniach testów wróciło pytanie, dlaczego to właśnie roboty tej marki są najczęściej wybierane przez klientów na całym świecie. Dostajemy tutaj topowe podzespoły, bez jakichś ryzykownych eksperymentów na klientach. To gotowe, doskonale przetestowane produkty, a nie jakieś wypychanie w pośpiechu kolejnych modeli, byle w ofercie było ich jak najwięcej.
Już na start wita nas najlepiej przygotowana aplikacja mobilna, trwałe, matowe tworzywa i rozwiązywanie problemów, a nie tworzenie nowych. Konkurencja potrafi dodawać nowe elementy mechaniczne, jak wysuwane wieżyczki, tymczasem Roborock brawurowo pozbył się ich zupełnie, a przy tym zapewnił precyzyjną, delikatną dla toczenia nawigację, wysokość poniżej 8 cm, pokonywanie blisko 9 cm progów i sprawne docieranie do zakamarków dzięki wysuwanej szczotce i mopowi. A już wielką gratką jest możliwość skutecznego odkurzania dywanów nawet o 3 cm runie czy inteligentne dociskanie mopów do nawet 13 N dla pozbycia się uporczywych plam.
Zazwyczaj tak pozytywne recenzje na końcu zabija temat ceny. Bo co z tego, że coś działa genialnie, jeśli trzeba za to zapłacić 6 czy więcej tysięcy złotych. Tymczasem Roborock Saros 20 to aktualnie wydatek zaledwie 3599 zł. To wciąż dużo dla wielu z nas, ale też absurdalnie mało jak na najwyższą półkę urządzeń. Po dotarciu do tego punktu nie mam innego wyjścia — pełna rekomendacja i 10/10. Teraz nie dziwię się, że aż 27% robotów sprzątających sprzedawanych na świecie to Roborock.
-
Cena
-
Doskonała praca na dywanach
-
Wielka moc ssania
-
Oczepiane mopy
-
Wysuwany mop i zmiotka
-
Brak splątywania włosów
-
Niska wysokość robota
-
Pokonywanie wysokich progów
-
Przyjazna aplikacja
-
Skuteczne mopowanie
-
Dezynfekcja mopów w 100 stopniach
-
Świetne reagowanie na zmiany w otoczeniu
-
Długi czas pracy i szybkie ładowanie
-
Na upartego tylko jedna zmiotka